Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siatkówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siatkówka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lipca 2011

Po Lidze Światowej


Tydzień temu siatkarze reprezentacji Polski wywalczyli trzecie miejsce w turnieju finałowym Ligi Światowej, który odbył się w trójmiejskiej Ergo Arenie. Jest to najlepszy wynik w historii ich występów w tych prestiżowych rozgrywkach.

Sukces tym cenniejszy, że po dwóch pierwszych dniach bardzo niewiele wskazywało, że nasi siatkarze zagrają w półfinale. Po wygranej 3:2 z Bułgarią (zatem tylko 2 pkt do klasyfikacji, a dla rywali 1 pkt) i przegranej w fatalnym stylu z Włochami, do awansu musiały być spełnione dwa warunki: najpierw Włochów mieli ograć Bułgarzy, którzy sami dotąd dwukrotnie przegrali, a potem oczywiście Polacy nie mogli pokpić sprawy z reprezentacją Argentyny, mającą po dwóch zwycięstwach pewny udział w półfinale. Bułgaria zagrała świetnie i raczej niespodziewanie odprawiła z kwitkiem międzynarodową włoską mieszankę (w składzie dwóch naturalizowanych Polaków oraz po jednym Serbie i Rosjaninie - wszyscy to synowie znanych kiedyś siatkarzy...). Nasi siatkarze po heroicznym boju pokonali po tie-breaku Argentynę, w czym ogromny udział miał Bartosz Kurek. W półfinale dzielnie stawiali czoła Rosjanom, ale ci byli za mocni. Przegrana w czterech setach, po zaciętej walce, wstydu jednak nie przynosi - tym bardziej, że dwukrotnie wyższość triumfującej w całej imprezie sbornej musieli uznać Brazylijczycy. W meczu o brązowy medal nasza reprezentacja nie dała szans Argentyńczykom, tym razem wygrywając z nimi 3:0. Najlepszym punktującym całego turnieju został Kurek, a najlepszym libero Krzysztof Ignaczak.

Można powiedzieć, że trzecie miejsce to pozycja najlepsza z możliwych, biorac pod uwagę, że Rosja i Brazylia były poza zasięgiem pozostałych drużyn. W końcu, za trzecim podejściem w Polsce, jest miejsce na podium - wcześniej, gdy turniej finałowy Ligi Światowej był rozgrywany w Katowicach (2001 i 2007), było gorzej, chociaż zwłaszcza za drugim razem, gdy kadra prowadzona przez Raula Lozano pół roku wcześniej wywalczyła wicemistrzostwo świata, apetyty były spore. Można gdybać, że jeśli ten turniej odbywałby się w innym kraju, Polaków nawet nie byłoby w półfinale - a tak było szczęśliwe losowanie (druga grupa jednak silniejsza), no i swoje niesamowitym dopingiem zrobili kibice. Trzeba jednak podkreślić dużą odporność drużyny. W pierwszym meczu kontuzji doznal podstawowy atakujący Zbigniew Bartman, w trzecim spotkaniu Polacy stali pod ścianą - musieli wygrać z ekipą, która grała na zupełnym luzie, a najlepsze swoje mecze zagrali w czwartym i piątym dniu wyczerpującej rywalizacji, czyli wówczas, gdy było to najbardziej potrzebne.
Owszem, było sporo przestojów, błędów, fatalnych zagrywek. Widać jednak, że z tą drużyną pracuje fachowiec najwyższej klasy. Można być spokojnym, że Andrea Anastasi, dla którego to była pierwsza poważniejsza próba z polską reprezentacją, posiada dużą wiedzę i odpowiednie pomysły, aby ten team zaprezentował się jeszcze lepiej na wrześniowych mistrzostwach Europy, gdzie przecież będzie bronić tytułu. Tym bardziej, że na tą imprezę powinno wrócić kilku zawodników - przede wszystkim Zagumny, Wlazły i Pliński. Chociaż pod ich nieobecność kilku zawodników dostało szansę pokazania swoich niemałych umiejętności, z czego wywiązywali się na ogół pozytywnie. Wielka przyszłość jest przed 19-letnim Michałem Kubiakiem.
 

Zatem można powiedzieć, że zmiana trenera po zeszłorocznym blamażu na mistrzostwach świata wyszła naszej męskiej kadrze siatkarzy na dobre.