Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roman Ludwiczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roman Ludwiczuk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lutego 2011

Zmiana


Od 29 stycznia Polski Związek Koszykówki ma nowego prezesa. Został nim Grzegorz Bachański, który w poprzedniej kadencji był w koszykarskiej centrali członkiem zarządu. Stosunkiem głosów uczestniczących w zjeździe delegatów 122-99 pokonał dotychczasowego prezesa, czyli Romana Ludwiczuka.

Tyle krótka informacja, która obiegła media. Co to oznacza w praktyce? Na razie ciężko cokolwiek wyrokować, ale trzeba wierzyć w to, że nadejdą w polskiej koszykówce zmiany na lepsze. Bachański zapowiada zmianę stylu zarządzania związkiem, czyli - w domyśle - mniej jednowładztwa, które było dostrzegalne niemal na każdym kroku w działaniach poprzedniego prezesa. Najważniejszymi zadaniami nowych władz (jest już znany zarząd, jutro zostaną wybrani wiceprezesi) będzie organizacja mistrzostw Europy koszykarek w czerwcu oraz wybór selekcjonera męskiej reprezentacji. Prezes zapowiada, że nowy coach kadry będzie znany w ciągu najbliższego miesiąca i ma być to wybór na kilka lat.

Słowa nic nie kosztują, ale jest nadzieja na to, że coś się w końcu zmieni w wizerunku dyscypliny. Już sam fakt, że na czele polskiej koszykówki nie będzie już osoby, która była także mocno uwikłana w politykę, jest dużym plusem. A gdy jeszcze przypomni się "wyczyny" Ludwiczuka, o których tutaj wcześniej pisałem, optymizm jest jeszcze większy. Chociaż pewnie gdyby nie tzw. afera wałbrzyska, to wówczas prawdopodobnie nie byłoby zmiany na fotelu prezesa. Różnica głosów nie była zbyt duża, a można przypuszczać, że niejeden z delegatów zagłosował niejako "przeciwko" Ludwiczukowi pod wpływem tego, co stało się dwa miesiące temu. Może to źle oceniam, ale taka swoista mobilizacja świadczyłaby niezbyt dobrze o wielu ludziach związanych z koszykówką, bo gdzie byli wcześniej? Chociaż - jak to się mawia - lepiej późno (zreflektować się) niż wcale. Bardziej niepokojące jest jednak rozumienie demokracji w wykonaniu niektórych zwolenników byłego prezesa PZKosz. Ludwiczuk zasłużył się dla basketu w województwie podkarpackim i dlatego każdy delegat wywodzący się stamtąd miał niejako odgórnie głosować na dotychczasowego prezesa... Zasłużył się głównie tym, że kilka razy był w tym regionie, w tym bodajże dwa razy w Przemyślu. Poza tym z Przemyśla wywodził się jeden z członków zarządu, więc nic dziwnego w tych częstych wizytach nie było... Ciekawe tylko, co tak ważnego uczynił dla województwa podkarpackiego pan Ludwiczuk, że głosowanie na niego było "jedynie słuszne". Pewnie to, że wstawił się w 2009 roku za pozostawieniem Znicza Jarosław w męskiej ekstraklasie, po wcześniejszej, wręcz absurdalnej decyzji Polskiej Ligi Koszykówki o wyrzuceniu jej z powodu niespełnienia nieprecyzyjnie określonych kryteriów licencyjnych? Cóż, to zawsze jakiś argument. Tylko czy wystarczający, aby na kolejne 4 lata powierzać decydowanie o losach polskiego basketu człowiekowi, który dużo więcej zepsuł niż stworzył, a polityka to dla niego pole dla załatwiania prywatnych interesów? Z kim się przystajesz, takim się stajesz... 

Po tym, co działo się w PZKosz w ostatnich latach, powinna nastąpić zmiana - zarówno wśród ludzi zarządzających tą organizacją, jak i przede wszystkim w stylu działania, dbania o wizerunek dyscypliny,  jej popularyzacji, przyciągania sponsorów. Trzeba zatem mieć nadzieję, że takie zmiany nadejdą, z korzyścią dla wszystkich. No może oprócz garstki odsuniętych od konfitur działaczy, ale raczej nikt za nimi płakać nie będzie.



wtorek, 21 grudnia 2010

Panu już dziękujemy...


Pisałem o karygodnym zachowaniu Romana Ludwiczuka, ujawnionym dzięki nagranej rozmowie, w której ponawiał korupcyjną propozycję wobec jednego z wałbrzyskich samorządowców. Senator i prezes PZKosz w jednej osobie stracił tym samym zaufanie własnej partii i doszczętnie skompromitował się w oczach opinii publicznej. Swoimi wcześniejszymi "popisami" (a czasem ich brakiem, gdy były potrzebne rzetelne działania) dał dowód, że nie powinien stać już na czele koszykarskiej centrali.

Przeoczyłem wówczas jeden istotny szczegół. Otóż w momencie, gdy Ludwiczuk kilka dni przed drugą turą wyborów na prezydenta Wałbrzycha składał niemoralne propozycje, posługując się polszczyzną na poziomie różnej maści dresiarzy, czteroletnia kadencja PZKosz już była zakończona. W tej sytuacji "pojechał po bandzie", co spotkało się z konkretną reakcją Ministerstwa Sportu. Skądinąd ciekawe, czy zarządzający polskim sportem złożyliby podobne oświadczenie, gdyby nie wybuchł polityczny skandal z udziałem senatora PO. Wiadomo - ta partia jest u władzy i bardzo zależy jej, aby nie kojarzyć z nią różnych afer. Mogła więc paść w tej kwestii pewna odgórna dyrektywa. Gdyby tak się stało, wówczas trzeba pochwalić tego typu inicjatywę - chociaż może wcześniej trzeba było się zainteresować, co wyczynia miłościwie panujący prezes? Jest niewiele gorszych zjawisk niż przyspawany do stołka, mający poczucie bezkarności satrapa. I to obojętnie, czy jest prezydentem Białorusi, czy "tylko" stoi na czele jakiegoś tam związku sportowego... Panu L. wydawało się zapewne, że skoro jest w Platformie, do tego utrzymuje dobre kontakty z Grzegorzem Schetyną, to może robić z polską koszykówką co mu się żywnie podoba. Zatem przeliczył się. Tym niemniej nie jest przesądzone, czy nie wystartuje w nadchodzących wyborach - wówczas wcale nie jest bez szans na wygraną. W końcu nieco działaczy coś tam może mu zawdzięczać, a tzw. teren niekoniecznie musi być wstrząśnięty jego dotychczasową "działalnością". Trudno też dostrzec w światku koszykarskim osobę, która mogłaby stanowić realną alternatywę w wyborach. Tak więc różnie to się może jeszcze ułożyć. Wybór Ludwiczuka na kolejną kadencję byłby kolejnym krokiem wstecz dla polskiej koszykówki. Mógłby też w jakimś stopniu odbić się echem poza granicami Polski, wszak nasz kraj za pół roku organizuje mistrzostwa Europy koszykarek. Gdyby do tego czasu prezes usłyszał zarzuty korupcyjne, sytuacja byłaby cokolwiek niezręczna i wstydliwa...


Jak to mawiają przedstawiciele organów ściagania - sprawa jest rozwojowa, zatem na pewno będę do niej powracać.

piątek, 3 grudnia 2010

Trzęsienie ziemi


Tak trzeba określić to, co wydarzyło się w ostatnich dniach w Wałbrzychu. Przed drugą turą wyborów na prezydenta miasta sztab kontrkandydata obecnego prezydenta ujawnił to nagranie (z góry uprzedzam, że językowi esteci nie powinni słuchać go bez nieco przytkanych uszu). Buta i chamstwo, jakie przebija z wypowiedzi senatora PO, Romana Ludwiczuka, nie są jeszcze tak szokujące, jak "załatwiactwo", którym wręcz poraża. Co więcej - będzie ono teraz przedmiotem analizy organów ścigania.

Pomyślałby ktoś - kolejny lokalny polityk, któremu obecność w parlamencie uderzyła do głowy jak woda sodowa. No i tutaj niestety trzeba dojść do jeszcze smutniejszych wniosków. Już nie o to chodzi, że należał do Krajowego Sądu Koleżeńskiego swojej partii, bo jej los jest mi jakby obojętny. Ten facet od 4 lat jest prezesem Polskiego Związku Koszykówki. To do niego należały istotne decyzje dotyczące funkcjonowania jednej z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych w Polsce, choćby obsada stanowisk selekcjonerów pierwszej reprezentacji męskiej i żeńskiej. To on stworzył wręcz wodzowski model zarządzania związkiem, otaczając się gronem przytakujących na każdym kroku popleczników. To on zasiadał jednocześnie we władzach Polskiej Ligi Koszykówki, firmując swoim nazwiskiem chaos organizacyjny, nieudane - przez blisko 3 lata - próby znalezienia tytularnego sponsora dla ligi koszykarzy, marginalizację rozgrywek w telewizji oraz "cudowne" recepty na zbudowanie świetlanej przyszłości reprezentacji w postaci obowiązku gry w drugiej kwarcie (w praktyce wielokrotnie trenerzy tylko do tych 10 minut ograniczali ich występy) tzw. młodych talentów w wieku 22-23 lat. Ludwiczuk nie był w stanie podjąć realnych działań, które umożliwiłyby odzyskanie popularności basketu. Okazja była znakomita - w zeszłym roku Polska organizowała przecież męski Eurobasket, czyli jedną z największych w Europie (po piłkarskich ME) i nośnych medialnie imprez sportowych w grach zespołowych. W Polsce tego zainteresowania nie było specjalnie widać, a frekwencję na trybunach ratowali kibice z innych krajów, głównie Litwy, Serbii czy Słowenii. W przyszłym roku Litwini pokażą nam, na czym polega profesjonalna organizacja Eurobasketu, a zwłaszcza odpowiedni klimat wokół tej imprezy... I tak było lepiej, bo na rok 2009 przypadła prawdziwa eksplozja popularności Marcina Gortata. Jednak to nie pan prezes sprawił, że ona wybuchła, ale występy centra Orlando Magic. Ludwiczuk odtrąbił sukces propagandowy, ale nikt z działaczy koszykarskich nie chciał się wychylić i przyznać, że było nieco inaczej. Ta cisza dowodzi, że brakuje kogoś, kto stanowiłby realną opozycję dla działacza-polityka z Wałbrzycha.


Panie Ludwiczuk - bez względu na to, czy prokuratura dopatrzy się w Pana zachowaniu znamion przestępstwa, czy też nie, jest takie pojęcie jak honor. Oprócz rezygnacji z członkostwa w Platformie, jak najszybciej powinien zrezygnować Pan ze stanowiska prezesa PZKosz. Staropolskie porzekadło głosi: kończ waść, wstydu oszczędź...